"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Pewnie.. tak jak w tej książce 
Offline
black-white napisał(a):
Ja też znam takiego terapeutę. Tylko trudno za każdym razem wierzyć, w to że nie ma mnie dosyć.
Ale staram się. I sądze, że takich terapeutów jest więcej. Trzeba próbować. Może to też kwestia jak pacjent z terapeutą się dogra i czy jest to możliwe. Czasem po prostu z jednym można złapać fajny i budujący kontakt a z innym nie. To tylko ludzie.
Chociaż czasem zastanawiam się czy to ludzie czy cyborgi??Jak można znieść takie zachowanie od kilku borderów w tygodniu.
Dlatego niektórzy, bardziej sprytni i Ci, co wiedzą na co się porywają w sensie (BPD), muszą ograniczać "klientów z BPD" do jednego "egzemplarza", reszta, to "szczęściarze", którzy nie wiedzą czym to jest, albo to ignorują i przypinają pierwszą lepszą diagnozę... no i oni też poddają się pod opiekę tzw. superwizorom, też muszą się poddawać regularnej terapii. Inaczej by zwariowali: wyobraźcie sobie 50 BPDowców wkręcających po kolei swoje wizje świata? Kto by to wytrzymał?
. Z życia wiem, że kontakty werbalne z borderami jeśli nawet jest się przygotowanym na rozmowę, potrafią być trudne, bardzo trudne, bo często mam tak, że wysłucha, przeanalizuje "co masz pod maską", a potem przyp***i tam gdzie najbardziej zaboli
. Od lekarzy z którymi rozmawiałem, nie dowiedziałem się niczego innego - to samo - w końcu to też ludzie. To tak jak by przyjąć założenie, że księża nie grzeszą, a saperzy się nie mylą
. Czasem taka osoba potrafi tak skutecznie "odparować cios", że nawet psychoterapeuta zacznie się zastanawiać czy aby przypadkiem nie musi się zacząć leczyć
.
Offline
NN ..święte słowa 
Offline
No
. Też zostanę księdzem 
Ale poważnie to znam nawet jeden przypadek, z opowieści bliskiej mi osoby, że po kilkutygodniowej terapii, terapeutę odesłano na urlop, czy zmieniono mu klinikę, już nie pamiętam dokładnie... bo myślę że BPD to tak specyficzny rodzaj zaburzeń, że często sam się zastanawiasz co jest realne. "Mój border" jest do granic możliwości racjonalny... No i rozgranicz tu prawdę od półprawdy, manipulację od szczerości, fikcję od jawy? Nie ma na to "kozaka", tak myślę. Jeszcze jak ktoś jest nieco bardziej "ekspresyjny" w swoim zachowaniu, to pewnie da się radę to wyczuć, gdzie fantazjuje, a przynajmniej jest to bardziej wyraziste...
Offline
ja go znalazłam 
Offline
"Uratuj mnie" poleciła mi moja terapeutka, jako wsparcie w terapii i motywator do pracy, mający działać na zasadzie: "jeśli jej się udało, to tobie też się uda". Trzeba przyznać, że książka bardzo mnie poruszyła, czesto czytając ją ryczałam jak bóbr, bo miałam wrażenie, jakbym czytała o sobie. Nawet opis pierwszego pobytu w szpitalu Raichel był, jakby wyjęty z mojego życia. Aż nie mogłam w to uwierzyć, że ktoś mógł przeżywać to wszystko dokładnie tak jak ja. Ale oprócz tego książka ta wzbudzała też we mnie potworną złość. Zamiast dawać mi nadzieję, że można się z tym uporać, często utwierdzała mnie w przekonaniu, że mi na pewno się to nie uda, strasznie się wtedy wściekałam, myśląc: "tej idiotce udało się tylko dlatego, że miała cholernie dużo szczęścia! Gdyby nie miała takiego kochającego i wspierającego męża i życzliwych ludzi wokół siebie, którzy jej pomagali w wielu trudnych chwilach no i oczywiście, gdyby nie trafiła na tak wyjątkowego terapeutę, który wręcz czytał jej w myślach, rozumiał, jak nikt inny na świecie i znosił wszystkie, nawet te najgorsze zachowania, to do teraz by się z tym męczyła, albo juz dawno strzeliłaby sobie w łeb. Czemu ku.rwa, ja tyle szczęścia nie mam i tylko dlatego jestem skazana na życie w tym syfie?". Było to dla mnie tak ciężkie, że często "obrażałam się" na tą książkę i odkładałam ją na kilka tygodni. Ostatecznie po ok. 3 miesiącach udało mi się dobrnąć do końca. Nie wiem jeszcze co mi konkretnie ona dała, póki co trudno mi to jakoś nazwać, w sumie wciąż mam jeszcze dość mieszane uczucia, ale bez cienia przesady mogę powiedzieć, że była dla mnie dużym przeżyciem i zdecydowanie jest jedną z ważniejszych, jeśli nie najważniejszą książką w moim życiu.
Offline
Ej, no sorry, ale dla mnie już sam tytuł "Uratuj mnie" jest tak żalowy, że nawet gdybym za darmo dostała tę książkę, to bym jej nie otworzyła
.
Offline